Wspominki na 30-lecie CKiS Skawina: Nowa fala CKiS, czyli... rowerem na drugi koniec kraju

Wspominki na 30-lecie sekcji brydża sportowego CKiS Skawina (3)

Nowa fala CKiS, czyli… jazda rowerem na drugi koniec kraju

Kończąc poprzedni wpis, dałem do zrozumienia, że brak nadziei na mnie jako zawodnika, w połączeniu z tym, że od czasów licealnych chciałem sprawdzić się w roli nauczyciela, zaprowadziły mnie na „trenerską ławkę”. By jednak mieć „papiery” na trenowanie, musiałem zrobić kurs. Ten był wówczas dwuczęściowy. Pierwszy „zjazd” odbywał się w okolicach festiwalu brydżowego w Słupsku. Jechaliśmy przez cały kraj Cinquecento Mirka Kołtona (z Małgosią Praszałowicz, Wojtkiem Strzemeckim i bodaj Pawłem Skałackim). Nie pytajcie jak pięć osób przejechało całą Polskę Cinquecento (no, chyba, że to było seicento) w wakacyjnym upale. W każdym razie wszyscy przeżyli. To właśnie wtedy utwierdziłem się w przekonaniu, że coś ze mnie będzie w roli szkoleniowca. Już na teście wstępnym, gdzie nie tylko wiedza brydżowa miała znaczenie, ale weryfikowano i umiejętności pedagogiczne (przepraszam, szczegółów już nie pamiętam) – okazało się, że mam drugi wynik po Mirku (który wówczas grał z Olszą Construction w ekstraklasie). Ależ byłem z siebie zadowolony. Zadowolony i skrępowany byłem też, gdy jednego wieczora graliśmy „kółeczko” na drobne stawki z Bobanem, Krzyśkiem Burasem, który właśnie wrócił z DME u20 z Turcji w glorii mistrza Europy oraz tego, który przez cały turniej „postawił 5 impów” i kimś jeszcze (tu pamięć zawodzi). „Kółeczka” w takim składzie mają to do siebie, że czasem "ogórek" ogra "buraka"; Burek był na największym minusie, a ja coś tam zarobiłem. Czy to mój piąty największy sukces zawodniczy? Hmm… :) Na marginesie: w składzie mistrzowskiej drużyny w Antalyi był też skawiński „Łysy” (a poza tym bracia Kotorowicz, Konrad Araszkiewicz i Szymon Kapała, a Włodek Krysztofczyk i Boguś Gierulski jako kapitanat).

Wracam na ziemię, czyli… do Skawiny. Pierwsze zajęcia z młodzieżą w CKiS zacząłem prowadzić we wrześniu 2000 roku, dostając „w spadku” Karolinę Kasperkiewicz, Basię Zorychtę, Maćka Wieczorka czy Marcina Stawiarza, ale też raczkujących już Artura Machno i Michała Stefanowa. Do tego reforma gimnazjalna sprawiła, że po raz pierwszy dosłownie dzieciarnia waliła na brydża drzwiami i oknami. Pamiętam, że na pierwszych zajęciach Gimnazjum nr 1, funkcjonującego wtedy na najwyższym piętrze SP 1 w Skawinie przyszło 37 osób! Wow, nigdy później takiej armii nie mieliśmy. Jasna sprawa, dość szybko się wykruszali, ale na koniec sezonu dysponowałem około dziesięcioma świeżymi adeptami z „papierami na grę”.

Potwierdziło się to podczas Mistrzostw Polski Młodzików w Szamotułach organizowanych przez Janka Grygiera w maju 2001 roku. Srebrny medal w turnieju par zdobyli Poke (Machno) i Stefan(ów), a wysoko byli w parach również Igieu (Bartek Igła) i Angelika (Ferrer Lopez). O tym jak zmienił się brydż młodzieżowy od tamtego czasu, niech zaświadczy taka opowiastka z tamtego turnieju. Siedząc przy Angelice i Bartku przyglądałem się rozdaniu, w którym rywale stanęli w kontrakcie 2BA. Wobec przyjaznych rozkładów kart, można było wziąć „17 lew”, no, było ich za dużo. Rozgrywający pobrał z góry, to co było do pobrania. Zablokował kolor, w jednym się nie doliczył i uzbierał tylko 12. Za wynik 240 – jak po turnieju wyczytaliśmy w „historii choroby” (dla młodszych czytelników: taki wydruk z wynikami pary) – płacono po 50% :). Dzisiaj już 8-latki potrafią wrzucać końcówki na trzydziestu paru „oczkach” (a nawet na dwudziestu pięciu, i jeszcze wygrać!). Pary – parami, ale to co wydarzyło się w teamach, przeszło moje oczekiwania. W/w czwórka sięgnęła po złoty medal w imponującym stylu. Owszem, wiedziałem, że grać w karty już wtedy umieli, ale jednak wszyscy grali krótko. A najważniejsze – w Małopolsce nie grał wtedy nikt w środowisku młodzieżowym i nie było na czyim tle się sprawdzać, by wiedzieć w którym się jest miejscu.

Rok później w tych samych Szamotułach było… jeszcze lepiej. Całe stadko już nieco okrzepło i tym razem już wiedzieliśmy w jakim jesteśmy miejscu. W parach zawodnicy CKiS-u zajęli – we współpracy z zawodnikami innych klubów – trzy pierwsze miejsca: wygrała Angelika z Asią Krawczyk (dziś: Taczewską, wówczas reprezentującąc MDK MOSM BUKS Bytom), przed Igieuem i Poke oraz Magdą Zakrzewską w parze z Michałem Kanią (wówczas UNTS Warszawa). W teamach „złoto” wywalczyły Asia Cora z Martyną Żmudą i Magda z Michałem. Wyprzedzając Angelikę, Asię, Artura i Bartka. Tuż przed zakończeniem rozgrywek zmienialiśmy na szybko robocze nazwy, które - chyba pamięć mnie nie zawodzi tutaj - brzmiały (nie pytajcie): "Mama da ryżu" i "Tatuś kupi banana" na CKiS Skawina I i CKiS Skawina II.

W niecałe dwa lata zdominowaliśmy krajowe „podwórko” młodzików. Co ciekawe, wtedy medalistom Mistrzostw Polski Młodzików całkiem dobrze „płacono”. Do Skawiny z Wielkopolski przesyłką konduktorską pojechało sporo… rowerów :)

A propos wiedzy, w którym się jest miejscu i konkurencji albo jej braku. Od zawsze wyznawałem zasadę, że im większą masz konkurencję, im wyżej zawieszona poprzeczka, tym lepszy możesz się stać, bo masz większą motywację do rozwoju. Dlatego najpierw dużo jeździliśmy na Śląsk, gdzie prężnie działał Henryk Gagatek i jego BUKS Bytom. Potem „z nieba” spadł mi Henio Bieniasz i jego klasa brydżowa w Oświęcimiu. Jakiś czas potem znalazłem wracającego z Anglii do Tarnowa Krzyśka Ziewacza. Im więcej było współpracy na poziomie lokalnym, tym większe sukcesy osiągał też Oświęcim i Tarnów.

Równolegle dla pracy z młodzieżą, kontynuowałem swoją „karierę” zawodniczą, przede wszystkim w rozgrywkach ligowych, na które jeszcze moi najmłodsi wychowankowie nie byli gotowi. Pamiętam, że to były jeszcze czasy przed Hotelem Litwiński w Tęgoborzu. Bujaliśmy się więc po Osieczanach koło Myślenic, Rzeszowie czy Gorlicach. I właśnie w Gorlicach miała miejsce ciekawa sytuacja, którą w formie anegdoty chętnie tu przypomnę. Rzecz się działa w nieistniejącym już Hotelu Lipsk, a jej bohaterami byli Łukasz Brede (ktoś wiedział, że Bredziak przez sezon lub dwa grał w CKiS?!) i śp. Krzysztof Korosadowicz, który sędziował większość rozgrywek na południu Polski. W pewnym momencie w hotelu wyłączono zasilanie i sympatyczny sędzia utknął za zamkniętymi już drzwiami windy, do której nie zdążyła zapakować się młoda ekipa CKiS-u. Bredziak, w swoim stylu można rzec, zagaił: „Panie Krzysiu, dostaje pan taką kartę…”. Kładliśmy się ze śmiechu w ciemnościach :)

Te i inne historie z pewnością będą nam się przypominać w kuluarach Hali Widowiskowej Centrum Kultury i Sportu w Skawinie. Zapraszam serdecznie do udziału w 3. Skawińskim Mityngu Brydżowym:

Zapisujcie się i do zobaczenia w Skawinie!

Do poczytania/odświeżenia:

ODCINEK 1

ODCINEK 2

CDN.